Jak się siedzi w Grecji to w lecie zawsze wpadają jacyś znajomi. A jak są znajomi to albo sobie realizują swój program jak już byli, albo wypoczywają czy hulają. Tak jest w normalnym sezonie, ale ten normalny nie był. Akurat skończyłem pracę w hotelu. Na tłumy nie było co liczyć, a wszelakie ceny czy algorytmy sprzedaży zostały ustawione. Zresztą też jakieś wakacje chciałem mieć i już nie ratować greckiej turystyki. Kto lubił Grecję, chciał przyjechać i mógł przyjechał. Kto nie mógł czekać do ostatniej chwili pojechał sobie gdzieś w Polskę. Akurat media, jak to media straszyły najpierw zagranicą, a jak większość pojechała nad Bałtyk, to straszyli Polską. A to drogo, a to sinice. Ludzie na FB tez siali panikę i sieją. Ot sposób ludzi by zwrócić na siebie uwagę. W Tatrach kolejki, z zagranicy nie wiadomo czy da się wrócić, najlepiej w domu siedzieć i telewizje oglądać. Takie kwękoły. No ale ode mnie trochę osób przyjechało i miałem okazje się wybrać na Ossę i to dwa razy. Olimp mnie ominął, ale byłem już z 9 czy 10 razy więc nie miałem jakiegos strasznego ciśnienia, zwłaszcza, że było nas 6 osób, więc nie wiadomo jak jechać autem, po drugie zapadła decyzja, że mamy ruszyć samochodami o 4 rano co dla mnie jest pomysłem trudnym, bo na wejściu będę umordowany brakiem snu. Są ludzie wyczynowo zadaniowi, lubią aktywne wakacje, a ja z jednej strony chciałem wypocząć z drugiej miałem trochę swoich zaległych spraw. Na przykład decyzję, co będzie na okładce drugiej książki czyli Tajemnic Grecji.
Mapki tez muszę wybrać, bo z mapkami lepiej się każdy orientuje, gdy pisze się o historii. Przyjazd znajomych zaczął się z przygodami już w Polsce. Otóż ledwie zdążyli na samolot, bo pojechali coś kupić do McDonalda, a jadąc przejechali bramki na autostradzie i później musieli jechać kilkadziesiąt kilometrów dalej, żeby zawrócić. Jak dotarli na lotnisko to było właśnie ostatnie czytanie ich nazwisk. Po przylocie do Grecji było podobnie. Wyjechałem po nich do pobliskiej stacji kolejowej, gdy znajomy zadzwonił, że kupili złe bilety na zły pociąg i że trzeba po nich jechać od Larisy. Jak w końcu dotarli znajomi przedstawił mi program pobytu, taki na stronę A4. Juz wiedziałem, że raczej nie wypocznę. Program miał ręce i nogi ale na normalny sezon, nie na taki cherlawy gdzie z trudem się udawało sklecić jakąś grupę, żeby na wycieczkę pojechać. Wiele było odwoływanych z powodu braku ludzi. No ale znajomy działa w grupie rekonstrukcyjnej, przebiera się za wermacht i goni po lasach i bagnach. Tu wybuchają miny, tam strzelają, a tu trzeba się czołgać w deszczu przez las. Jemu nic nie straszne. Plan sporządził dokładny i codziennie coś się miało dziać. Efekt tego był taki, że co drugi dzień gdzieś z nimi jeździłem, zastępując autokar, bo ani rejs na Skiathos, ani Meteory nie wiadomo kiedy się miały odbyć. Ja sobie w tym wszystkim czekałem na Ossę. Drugi raz w tym sezonie.
Ossa to taka góra poręczna, wygodna do zwiedzenia, a wdzięczna krajobrazowo. Na górę można wychodzić albo z samego Kokkino Nero, albo z Karitsy, albo ze schroniska na wysokości 1400 metrów. Czyli można sobie dozować dystans jaki mamy do przejścia. Kiedyś pewien człowiek po 60 tce wbiegł na Ossę co mu zajęło ponad 2 godziny , a znajomy fizjoterapeuta wjechał na nią rowerem. Znajoma grupa z Krakowa zaś podjechała autokarem pod schronisko, co jest nie lada wyczynem bo samochód ma trudności. No ale to byli tacy kierowcy co „wszędzie wyjadą”. Pewnie daliby rade pojechać przez Saharę, syberyjskie lody, a w Brazylii by forsowali Amazonkę. Asfaltowa droga na Ossę, konkretnie do schroniska jest za Karitsą jadąc od strony Kokkino Nero. Albo przed jadąc od Stomio. Jest znak na miejscowość Spilia i na schronisko. Asfalt jest nowy, świeży i pachnący. A droga zrozumiała, nie trzeba błądzić. Trzeba jechać około pół godziny, bo po zakrętach się nie nadgoni, za to nagrodą są wspaniałe widoki. W końcu docieramy do budynku, który jest nie wiadomo dlaczego nazwany schroniskiem. Schronisko jest miejscem gdzie się można schronić, natomiast tam, nie można bo jest nieustająco zamknięte. Mają na bramie jakieś stare narty przybite, co ma sugerować, że to niby jakieś centrum sportów zimowych, ale chyba się coś nie udało, bo ani wyciągu ani nic. Może kiedyś było? Ze schroniska (schroniska?), widać szczyt i trzeba tylko sobie znaleźć znaczki na skałach, bo tabliczek nie ma. Odradzam iść na przełaj. Przed laty ze znajomymi poszliśmy tak „na oko” to zajęło nam wyjście ponad 3 godziny.
Teraz część grupy poszła skrótem i umordowali się i podrapali. Za to ja widząc ich gdzieś wysoko i daleko pomyślałem, że jakaś łajza ze mnie, więc gnałem jakbym biegł. W efekcie się mocno przeforsowałem. Tez i przez to nie miałem ochoty iść na Olimp. Plus dwa dni po Olimpie miałem oprowadzać Meteory a nie chciałem tego robić ani z zakwasami, ani z jakimś naciągnięciem czegoś w nogach. Po drodze na Ossę można zobaczyć pasące się krowy. Córka znajomego pracuje w takim gospodarstwie dużym, co mają konie i krowy to się znała na tym. Ja tam, mimo że ze wsi to do krów zaufania nie mam. Czy pogodni czy nie. Wiec tam się nie integrowałem z krowami. Drugą ciekawą sprawą, jest opuszczony budynek, którego nie mogłem nigdy rozgryźć i właśnie znajomy z grup rekonstrukcyjnych rozgryzł, bo zna się na broni i bunkrach. Od razy wypatrzył stanowiska ogniowe, łoże na karabin maszynowy i wyjaśnił, że opuszczony budynek z antenami to właśnie jakaś była baza wojskowa. Spod bazy droga na szczyt jest już prosta i strzelista, z trochę męczącymi, ale nie wymagającymi jakiejś wielkiej sprawności podejściami. Ossa to może nie Góra Parkowa w Krynicy, ale bliżej jej do Gubałówki jeśli chodzi i wysiłek niż do Orlej Perci. PO niecałych dwóch godzinach, dochodzimy na szczyt, a tam czeka nagroda w postaci niezwykłych widoków! Z jednej strony widzimy wybrzeża Tesalii i Riwierę Olimpijską z drugiej wspaniałe góry i równiny. Bardzo plastyczny i rzeźbiarski krajobraz. Uwaga, na szczycie jest wejście do malutkiej, podziemnej kaplicy, która zapewne spełnia funkcję schroniska gdy wspinających się dopadanie jakaś zwierzyna albo załamanie pogody. I o tym proszę nie zapominać, bo znajomi co nie wiedzieli, w takim pędzie wychodzili na Ossę, że nie zauważyli wejścia do kaplicy !!! Jak ktoś odwiedza okolicę to warto Ossę odwiedzić. Można sobie wysiłek dozować wychodząc z Kokkino Nero Karitsy, albo spod schroniska. Czyli góra dla każdego!

Dzień dobry a czy da się wejść na Ossę z samego kokkino Nero?
Nie wiem jak wygląda w ty roku z oznaczeniem szlaków pieszych. Raz są, raz ich nie ma.