Czas na kolejny aspekt Waterlandu, czyli obsługę. Kto był w Grecji, wie że zarówno w sklepach jak i tawernach pracownicy się uśmiechają. Miła odmiana od znudzonych sprzedawczyń z żabek, które mają obrażone miny, bo klient przerwał im zabawę telefonem. Nie mam mumiowatych kelnerek ani zawieszonych ratowników, którzy niczego nie wiedzą. W Grecji, w ogóle raczej się nie spotyka postaci w stylu bufetowa – cesarzowa, albo barmanka – szlachcianka. Ratownicy, pracownicy gastronomii i pozostały personel, energiczny, pomocny i wesoły. Widać, że im zależy na satysfakcji klientów.
Po entuzjastycznym tonie artykułu zapewne się spodziewacie Państwo pozytywnego podsumowania. Moja ocena, to mocny bardzo dobry. Mocna piątka. Nawet temperatura wody w basenach w sam raz. W upał chłodzi, ale nie trzeba się ochlapywać by się w niej zanurzyć. W Polsce, a już zwłaszcza w Skandynawii często woda w basenach czy aqua parkach wydawała mi się zbyt chłodna. Dużo przebieralni i dużo toalet. Bardzo sprawna i pomocna obsługa. Ceny ludzkie, jak na mieście. Brak tego poczucia że nas tam skubią albo doją. Czysto i ładnie. Ale to, co najważniejsze to brak tłoku i kolejek. Tam się można nasycić wszystkimi atrakcjami. Napływać i nazjeżdżać do woli. Zatem gorąco polecam i dzieciom i dorosłym. Tanio i fajnie.
Na koniec wspomnę o tym, że Waterland też ma jakieś ZOO. Tak przynajmniej jest na stronie. W rzeczywistości to ogrodzone pastwisko z jakimiś budami, w których coś wyło i buczało. Nie byłem specjalnie ciekaw co tam wyje, więc odpuściłem sobie badanie tego obiektu. Pewnie ktoś zrobił, żeby było. Ale to nie ma znaczenia w całościowej ocenie. W końcu wybrałem się do aqua parku, a ten broni się sam.