Podnóża Meteorów były zasiedlone już w epoce kamienia przez pierwszych osadników na terenie Grecji, czyli przez Pelazgów. Od najdawniejszych czasów niezwykły masyw skłaniał ludzi do wysnuwania teorii o jego jakimś nienaturalnym, boskim pochodzeniu. Zresztą to jest pewna prawidłowość. Wszędzie, ale to wszędzie, w każdym zakątku świata, jakieś niezwykłe i wyróżniające się twory natury stawały się sanktuariami, miejscami kultu religijnego albo wyroczniami. Od Aborygenów po ludy zamieszkujące daleką Syberię. W Grecji akurat ładnych i niezwykłych miejsc nie brakuje, ale nawet na skalę tego kraju Meteory robiły i robią duże wrażenie. Na pewno istniało tam jakieś sanktuarium Gai, czyli Matki Ziemi, najważniejszej bogini z panteonu Pelazgów, ale to, co się zachowało, pochodzi z okresu klasycznego. V w. p. n. e. był czasem, gdy Grecy dużo budowali z kamienia, zastępując starsze drewniane budowle. Wtedy też powstała u stóp Meteorów, na terenie dzisiejszej Kalambaki, świątynia poświęcona bratu Ateny, czyli Apollonowi. Natomiast w 529 r. n. e., gdy to cesarz Justynian, zwany nie bez powodu Wielkim, nakazał zamknąć wszystkie pogańskie świątynie, część z nich przebudowano na kościoły. Tak też stało się ze świątynią Apollona u podnóża Meteorów. Po przebudowie stała się kościołem pod wezwaniem Zaśnięcia Matki Boskiej.
Parę wieków później w jaskiniach i na skałach zamieszkali pustelnicy i eremici. Tak, to było modne w początkach chrześcijaństwa, i co ciekawe, skłonność do żywota pustelniczego czy klasztornego wcale nie jest wynalazkiem nowej religii. Ludzie, którzy chcieli się doskonalić duchowo, zbliżać od Absolutu czy odkrywać istotę rzeczywistości, istnieli już dużo wcześniej w innych kulturach. Wystarczy wspomnieć religie Indii, a zwłaszcza buddyzm czy też mistyków żydowskich.
Po kilku minutach stromego i krętego podjazdu trafimy na rozstajne drogi, gdzie możemy jechać w prawo lub w lewo. Proponuję w lewo. Ledwie autokar ruszy w lewo, rozlegną się okrzyki zachwytu i tumult informujący o nerwowym i pospiesznym wyciąganiu aparatów fotograficznych. Tak, wjazd na górę wita zwiedzających mocnym uderzeniem, bo pierwszy klasztor to chyba zarazem ten położony najbardziej malowniczo, czyli Agia Triada. Jak się łatwo domyśleć, jest on zbudowany pod wezwaniem Świętej Trójcy. Paręset metrów od rozstajnych dróg znajduje się zatoczka, gdzie można stanąć na sesję zdjęciową, tam gdzie klasztor prezentuje się najokazalej. Można też zatrzymać się przy samym klasztorze, ale to dobre dla grup, które mają dość kondycji i zdrowia, by go zdobywać. O ile atrakcją jest wejście do klasztoru, i jak ktoś przedkłada widoki nad zabytki, to gorąco polecam, o tyle wewnątrz do zwiedzenia zbyt wiele nie ma. Jest mały kościół. Nawet bardzo mały, o powierzchni około 10 metrów kwadratowych, nawet pasowałaby nazwa kaplica albo kapliczka. Natomiast za klasztorem jest skała, na której można sobie robić zdjęcia i przeżywać zawroty głowy wywołane wysokością i ogromem skał.
Klasztor Agia Triada został ukończony w roku 1400. Schody prowadzące w górę wykonano w drugiej połowie XIX wieku. Zresztą wtedy została zainicjowana akcja przez biskupa Trikalii, której celem było ułatwienie dostępu do klasztorów. Generalnie w większości przypadków wykuto w skałach schody lub gdzieniegdzie przerzucono mostki nad przepaściami. Całe wieki wcześniej do klasztorów można było się dostać albo lichą, drewnianą drabinką, albo być wciągniętym przy pomocy liny, w koszu lub sieci służącej do transportu towarów.
Po sesji zdjęciowej jedziemy w dalszą drogę, zbliżając się do klasztoru. Kolejny parking kilkaset metrów dalej to miejsce, gdzie można zostawić pojazd i ruszyć dróżką, by zwiedzić Agia Triadę. Najpierw w dół do podnóża skały, później schodami wykutymi w twardym zlepieńcu w górę.
Tutaj uwaga dotycząca biletów, strojów i fotografowania. W 2015 roku wstęp do każdego klasztoru kosztował 3 euro i płacili wszyscy powyżej dwunastego roku życia. Nie ma zniżek ani dla studentów, ani dla osób starszych, matek karmiących piersią czy obłożnie chorych. Obowiązuje też stosowny strój, czyli panowie długie spodnie, panie spódnice lub sukienki zakrywające kolana, ramiona i biust. Kobieta w spodniach nie wejdzie, choćby błagała, płakała czy szła na kolanach. Na szczęście dla nieprzygotowanych przy kasach biletowych jest darmowa wypożyczalnia spódnic. Wystarczy wziąć taką do ręki, wytrząsnąć z niej myszy i pająki, i można zakładać. Kiedy te spódnice są prane, to raczą wiedzieć chyba tylko święci prawosławni.
Jadąc dalej w górę natrafimy na kolejny parking, gdzie tym razem możemy wybrać się na skałę i podziwiać widoki, przepaście i kolejny klasztor. Kolejny klasztor to znów kolejny parking, zazwyczaj niemiłosiernie zapchany autokarami. Nie bez powodu. Klasztor św. Stefana to jeden z najstarszych klasztorów w Meteorach, zbudowany w XIV wieku na miejscu pustelni z roku 1192.
Tutaj zwrócę uwagę na różnicę w datowaniu, bardzo powszechną we wszelakich źródłach, w których mowa o Meteorach. Wiele klasztorów powstało na miejscu starszych pustelni i kapliczek. Same zabudowania klasztorne zaś pojawiają się na przestrzeni kilku wieków. Na przykład na jakiejś skale zamieszkał pustelnik, sto lat później ktoś tam ufundował mały kościół. Kolejne sto lat później zamieszkało tam trzech mnichów, którzy sobie postawili jadalnię i parę pomieszczeń. Po pewnym czasie znów ktoś ufundował nowy kościół i założy klasztor, który istnieje po dzień dzisiejszy.
Kolejny klasztor, jaki będzie za kościołem Agia Triada, to klasztor św. Stefana, a właściwie św. Szczepana, pierwszego męczennika. W języku greckim nie rozróżnia się imion Stefan i Szczepan, zatem klasztor nazywa się Agios Stefanos. Po polsku powinniśmy mówić poprawnie „Święty Szczepan”, bo patronem jest konkretna osoba, właśnie pierwszy męczennik. Klasztor jest oblegany, bo to jedyny z trzech dużych klasztorów obok Wielkiego Meteoru i św. Warłama. Do tego nie trzeba wchodzić do niego po schodach, a nawet się do niego schodzi i to nie schodami, lecz krótką dróżką. Piloci nazywają go klasztorem dla grup leniwych i opasłych. Po przejściu 30 metrów czeka na nas kasa biletowa, wypożyczalnia spódnic powszechnego użytku i możemy eksplorować klasztor. W środku znajdziemy dwa kościoły, nowszy duży i starszy malutki (poświęcony Patronowi klasztoru), sklepik klasztorny i niewielkie muzeum. W dużym kościele poświęconym św. Charalambosowi jest przechowywana bardzo cenna relikwia – czaszka Patrona świątyni. Charalambos to biskup Magnezji, czyli okolic Lamii, zabity przez władze rzymskie za to, że był chrześcijaninem. W momencie egzekucji miał 113 lat. Część zabudowań klasztornych, w tym większy kościół, zostały zniszczone w trakcie bombardowania w czasie II wojny światowej. Zespół klasztorny przez pewien czas był opuszczony, aż w latach 60. XX wieku zasiedliła go grupa mniszek. Tu się może pojawić pytanie, jakie zakony zamieszkują klasztory w Meteorach? Jak to jest w Grecji ze wspólnotami monastycznymi? Otóż w Grecji nie ma zakonów prawosławnych, jakichś odpowiedników naszych Franciszkanów czy Benedyktynów. Każdy klasztor ma swoją regułę i swoje zasady, a przeor jest wybierany demokratycznie spośród mnichów czy mniszek. Wydaje mi się, że klasztor św. Szczepana nie musi być obowiązkowym punktem wizyty w Meteorach, a co najbardziej cieszy, to punkt widokowy, z którego widać olbrzymią połać Tesalii, ozdobioną korytem rzeki Pinios.
Pod klasztorem trzeba się nawrócić i jechać z powrotem na skrzyżowanie przed Agią Triadą i już nie zjeżdżać w dół do pracowni ikon, a kontynuować podróż prosto, dalej podziwiając zapierające dech w piersiach widoki. Po lewej stronie drogi będą parkingi przy skałach, na które można wyjść i z których można sobie robić zdjęcia. Kolejne skrzyżowanie, droga w prawo i w górę zaprowadzi nas do klasztorów św. Warłama i Wielkiego Meteoru. Droga w lewo to zjazd z Meteorów – coś tam będzie po drodze, ale o tym później. Najpierw jedziemy w prawo do dwóch dużych i starych klasztorów. Wielki Meteor, czyli Metamorfosis (po polsku klasztor Przemienienia Pańskiego) to najwyżej położony ze wszystkich klasztorów, jeden z najstarszych i najlepiej zachowanych. Poniżej niego jest Warłam – młodszy, ale równie wielki i wart zobaczenia. Który wybrać do zwiedzania? Zazwyczaj jadę do Warłama, bo nie ma tam tłumu, tratowania się i jazgotu. Po prostu można go spokojnie zwiedzić. Relatywnie spokojnie, bo zależy to od poru roku. W lecie, jak się łatwo domyślić, Meteory przeżywają najazd turystów, a w niektóre dni ruch wygląda jak ewakuacja z bombardowanego miasta. Ale wróćmy do klasztoru.
A teraz wyższy klasztor, czyli Metamorfosis, zwany Wielkim Meteorem. Tam kończy się droga, a autokar ma prawo wysadzić turystów i musi zjechać niżej, szukając sobie miejsca do parkowania gdzieś przy drodze. To powoduje, że Metamorfosis się zwiedza godzinę dłużej od Warłama. A to ktoś się zamyśli, a to kogoś pochłoną stragany z pamiątkami, to znów ktoś nie wie, gdzie iść albo o której zbiórka. Polecam pójść z grupą do klasztoru, zebrać ich w klasztorze po zwiedzeniu i schodzić razem. W innym przypadku wręcz jest pewne, że ktoś się zabłąka. Klasztor Przemienienia Pańskiego oferuje najwięcej atrakcji do zwiedzania. Jest i muzeum, i duży kościół, sala etnograficzna z dawnymi narzędziami i przedmiotami codziennego użytku, kuchnia, zapierający dech w piersiach punkt widokowy. Jest także ossarium, gdzie składane są kości mnichów. Samo podejście też robi wrażenie, wychodzi się bowiem na wysokość chyba szóstego piętra schodami wykutymi w skale, przy czym po drodze trzeba się przecisnąć przez kilkunastometrowy tunel. Ma on wysokość około 180 cm i dwie osoby mijają się w nim z trudem, ale warto wyjść choćby dla widoków.
