Obecnie wygląda, jak rosyjski ośrodek badający nowe silniki czy bronie w okresie zimnej wojny. Tak to wyglądało wszystko na rok 1956. Jakiejś wielgachne lampy, wskaźniki, zegary . Wajchy zawory. Rosyjski dlatego, że było tam bardzo dużo dorabiania, sztukowania, podwiązywania drutem i lepienia klejem do butów. Do gumiaków konkretnie. Na środku hali pełnej maszyn i urządzeń stał stół. Na stole talerz świeżej oliwy ,porozrywany bochen chleba i kubki plastikowe. Nie widziałem jakichś flaszek więc pewnie w domu popili albo trusiali w autach, albo nie wiem, Może na południu nie pija jak u nas na północy. Ale jak tam się trochę pokręciłem to zaraz se okazało, ze jest kominek, w którym się robi grilla, albo pali śmieci plastikowe. Obok kominka, barek winowy i biuro z barkiem już mocniejszym. Pierwszy raz w życiu jadłem świeżo tłoczoną oliwę. To było jak komunia. Na środku stołu stał głęboki talerz ze świeża oliwą i wszyscy maczali w niej chleb. Świeża oliwa, to inny wymiar oliwy. Ona jest tylko w tłoczarni. Nie nada się do sałatek bo sałatka będzie smakowała jak sałatka oliwna. Jest tak mocna, że kryje wszystkie smaki. Jest też gorzka. Ale to nie jakiś produkt oliwopodobny, jaki można zoobaczyc w marketach, typu mieszanka różnych tłuszczów ogrzewanych, rafinowanych i Bóg wie jakiej chemii. Skoro pracownicy zauważyli, że ja zauważyłem półkę z trunkami, zaraz się pojawił kubek i winko. Wiec jak się odbywa tłoczenie oliwy. Widziałem byłem. Te urządzenia chyba były na prąd, choćbym się nie zdziwił jakbym tym kierował jakieś wielki silnik parowy, ale technologię tłoczenia, można nazwać nie tyle tradycyjnym co wręcz historyczną.
Jaka jest cena takiej oliwy w tloczarni za bańkę ?
35 zł za litr w cenach przed zarazowych. Normalnie ok 8.5 euro.