Objeżdżając południowy i centralny Peloponez, nie mogłem odpuścić Olimpii. To przecież jedno z ważniejszych miejsc w starożytnej Grecji. Dziś jeden z ważniejszych punktów do zwiedzenia w Grecji. Droga jest ładnie oznaczona, można dojechać ze wszelakich stron, GPS działa i nie prowadzi na manowce. Miasteczko też bardzo zwinne , nie trzeba gonić jak myszka w labiryncie żeby znaleźć parking. Drogowskazy szybko i łatwo prowadzą na parking, ku wejściu i do ludzkich tawern. Do Olimpii wybrałem się Fanisem właścicielem tawerny Plaza w Loutraki. Pojechaliśmy sobie na Trypolis. Droga jest piękna i monumentalna. Wiadukty tunele i drogi i bramki autostradowe z częstotliwością dworców kolejowych podmiejskiego pociągu. Auto się dobrze nie rozpędzi, a tu już trzeba zwalniać i płacić. Dziewczyny ładne w budkach, uśmiechnięte, nie naburmuszone jak na autostradzie katowickiej. Widać tam okolica zamożna.
Fanis to doskonały towarzysz podróży, Dużo przeżył, dużo wie i ciekawy świata. Przy okazji ma okazje zwiedzać Grecję z kimś kto pisze o Grecji. Ja tam mu opowiadam co wiem. On mi opowiada co tam uczą w Grecji, potem po powrocie jeszcze konfrontuję to z Emiliosem. Tak, w rożnych krajach różnie uczy się historii. Historia przecież cały czas jest rozgrywana przez polityków albo fanatyków różnych idei. Zauważyłem też, że Grecy wszystkie swoje stanowiska archeologiczne i muzea, oceniają na trip adwisorze maksymalnie wysoko. Niezależnie czy warto czy nie. A atrakcje turystyczne są różnego poziomu. Trudno porównywać jaskinię Franchti, gdzie, znaleziono ślady człowieka sprzed ok 40.000 lat i jest to po prostu słaba jaskinia (znaleziska są w Nauplio) z Delfami czy Meteorami. Wiec tak. Olimpia jest szczerze mówiąc uboga jeśli chodzi o pozostałości architektoniczne. Jest po prostu licho. Ale muzea, są tłuściutkie i pełne atrakcji wszelakich. Tam zawsze było duże muzeum. Tereny stanowiska archeologicznego to bardzo słabo zachowane resztki świątyń z okresu klasycznego plus stadion. Kiedyś Olimpia była kompleksem architektonicznym o podobnej liczbie budynków co Delfy, tyle że położonym na rozleglejszym terenie. Jak to w Grecji początki sanktuarium maja początki w mitologii. Ale już starożytni podawali różne wersje początku igrzysk. Takie bardzo baśniowe wersje mówiły o braciach Zeusa, bóstwach, którym przypisuje się stworzenie metalurgii żelaza, którzy miały się ścigać, żeby dostarczyć zeusowi rozrywki. Inna legenda, już taka już sensowniejsza.
Otóż w epoce brązu król panujący nad okolicą miał piękną córkę. Chętnych nie brakowało, bo w pakiecie tez było objecie tronu w państwie. Ale prosto nie było. Nie jak dziś że się da lajka na tinderze, czy rzuci lajkiem na Facebooku. Wirtualny mis z sympatii tez nie wchodził w grę. Rękę księżniczki miał dostać ten, kto weźmie udział w pewnej ciekawej gonitwie z jej ojcem. Zabawa polegała na tym, że zalotnik miał wsiąść na rydwan z księżniczką i próbować z nią uciec przed jej ojcem goniących ich na drugim rydwanie. Gdyby ich dogonił miał cisnąc włócznią i zabić pretendenta. W sumie jakieś szanse były. Tak się tylko zdawało, bo szans by uciec przed królem nie było. Konie, które zaprzęgał do swojego rydwanu były darem od boga mórz , Posejdona i prawdopodobnie były to najszybsze konie w ówczesnym świecie. Jak się łatwo więc domyślić, wielu amatorów ponętnej księżniczki zakończyło żywot goniąc w gonitwie. Ktoś pomyśli, ale z teścia łobuz i cerber, że tam do córki nie dopuszcza nikogo. Król miał jednak powód. Otóż przepowiednia mówiła, że zostanie zabity przez zięcia. Trudno się więc chłopu dziwić. Na tamten świat mu się nie spieszyło. W końcu pojawił się Pelops. Ten od którego nazwę wziął Peloponez. Pelops się spodobał księżniczce, która miała dość czekania w nieskończoność i nie chciała podzielić losu pewnej grymaśnej kelnerki z rynku krakowskiego. Tam do wspomnianej kelnerki startowali prawnicy, mecenasi, cinkciarze, i inne notable epoki komunistycznej. Ale panna grymasiła, aż została stara babą której nikt nie chciał. Rozpiła się i zdziadziała. No to właśnie księżniczka nie chciała podzielić losu kelnerki z rynku krakowskiego i postanowiła wyjść za Pelopsa
Żeby czasem teściu nie ubił zięcia w gonitwie, księżniczka Hippodamea. Przekupiła królewskiego woźnicę, który pomajstrował tak przy rydwanie króla, że się rozleciał w czasie wyścigu (rydwan się rozleciał nie król). Żeby pozbyć się świadka i wspólnika zbrodni, Pelops zrzucił ze skały królewskiego woźnice. Tej jednak zdążył przed śmiercią rzucić na ród Pelopsa klątwę. Od tego czasu wszyscy się w rodzinie mordowali. Klątwa została zdjęta, po tym jak Orestes zabił matkę i jej kochanka , którzy z kolej zamordowali, jego ojca Agamenona po powrocie spod Troi. Orestesa sadzili sędziowie ateńscy na Areopagu. Wynik wskazywał na remis, bo tyle samo uznawało go winnego, co uwalniało od winy (jako na synu zamordowanego ojca ciążył na nim obowiązek dokonania zemsty). I wtedy pojawiła się Atena która oddała swój głos. Orestes został uniewinniony, a klątwa z rodu Atrydów zdjęta… Miłego zwiedzania.
