Dzisiaj napiszę jak jak przetrzymuje czy wytrzymuję czas zarazy w miejscu niemal absolutnego odosobnienia. Grecja chyba najszybciej w Europie wprowadziła bardzo restrykcyjny system zapobiegania rozprzestrzenianiu się choroby. Każdy kraj sobie pisze u siebie co tam chce ale to zazwyczaj propaganda, nie fakty. Jak to media. Nie porównam do Włoch bo tylko tam straszą, że kostnice przepełnione i wiadomości są na poziomie pudelka, więc nie bardzo wiem co się tam dzieje. Informacje mam ze Skandynawii, Polski, Serbii, Albanii, UK i tak dalej. Zatem w Grecji najszybciej zamknięto restauracje i kawiarnie i ograniczono wychodzenie i wałęsanie się. Jest też godzina policyjna. Jak ktoś tak jedzie czy łazi bez celu to mandat 150 euro. Grecja zaskakująco zdyscyplinowana, jak nigdy. W sklepach bardzo szybko u obsługi pojawiły się maski, a przed wejściem i przy wyjściu można sobie umyć ręce w płynach dezynfekujących. Są linie wyznaczające jak się poruszać i wyznaczające odstępy między stojącymi do kasy. Paniki nie ma i nie było. Nie brakowało tez niczego w sklepach. Nie brakowało jakoś niezwykle. Bo to ze przed weekendem niektóre markety są puste, to standard. Bardzo sprawnie kasy w sklepach działają. Jak tylko 3, 4 osoby są w kolejce zaraz wołają kogoś na kasę. Nie ma jakiegoś kolędowania, bo tłum, a kasa jedna tylko czynna. Zresztą w Grecji jak tak się dzieje, zaraz ludzie krzyczą , żeby otworzyć kolejne kasy. Rękawiczki są , płyny dezynfekujące są ile kto chce. Wyjść wolno do sklepu, w celu zdrowotnego zażycia ruchu, lub ćwiczeń, z psem albo do pracy. Ale ludzie sami z siebie ograniczyli kontakty.
Zarazą nie przejmują się dziadki. Słyszałem że w Polsce też. Dziadki są pancerne. Przeżyły, głód, wojny zarazę, hunty wojskowe, stany wojenne. Zaraza im nie straszna. A jak im coś będzie to ich wezmą do szpitala. Starsi ludzie lubią chorować, bo sobie połażą do lekarza, ktoś im poświęci czas i uwagę i pogadają z innymi dzień zleci. A to że ktoś ma dziecko chore i pracuje to już mają w nosie. Jak byłem kiedyś na operacji kolana to usłyszałem historię dziada co złośliwie srał pod siebie, żeby pielęgniarki miały co robić. Nawet inni na sali pacjenci mu zwrócili uwagę, a dziad odpowiedział, że taki ich robota i obowiązek. Więc i tu się dziadki zbierają choć nie wolno. No ale wieś to wieś. Jak się zaraza rozprzestrzeni, to zamkną wieś, ogrodzą wojskiem i za dwa tygodnie wypuszcza tych co przeżyli. Na Bałkanach jest luzacko do czasu aż nie wkroczą resorty siłowe. Najpierw trochę się bałem wychodzić po zakupy że mnie sprawdza odstawia na lotnisko i wyślą do Polski na kwarantannę, ale teraz już spokojnie. Już wiemy jak system działa. Ot wychodzimy z kartką, gdzie piszemy na ile wychodzimy i po co. Policji raczej nie ma. Pochowali się, albo gonią po Atenach i tam sprawdzają ludzi na skrzyżowaniach. Mi się tutaj chyba zaczął tydzień trzeci w tym nieplanowanym postoju i napiszę jak tu jest.
Mam szczęście mieszkać nad samym morzem w opuszczonym i remontowanym budynku. Mam mały pokoik, czajnik , plastikowe talerze i tyle. Woda ciepła czasem jest. No ale najważniejsza sprawa widok i słuch na morze. Jestem cały czas nad tym morzem od balkonu do wody mam z 15 metrów. Więc też to morze słyszę, a rano budzi mnie wschodzące słońce. Z rozrywek codziennych, to mam tak. Czasem jakaś mewa przeleci, czasem łódź rybacka przepłynie, czasem statek większy w oddali. Parę dni temu pływały kaczki, to była jakaś odmiana. W dni weekendowe widzę paralotniarzy. Mam widok na trzy wyspy. Agistri, Eginę i Salaminę. Do tego linia wybrzeża Peloponezu i góry koło Megary. To jest chyba najładniejszy krajobraz jaki widziałem w życiu. Jest ładnie w słońcu, jest ciekawe w deszczu, tajemniczo jak jest mgła i chmury. Tu jest zawsze ładnie. O, pierwsza mewa dziś przeleciała za oknem. Jak piszę, to nie widzę plaży tylko od razu morze i to może płynie sobie jak rzeka albo w prawo albo w lewo, a jak płynie na mnie to mam wrażenie, że jestem na statku. Czasem przez parę dni z nikim na żywo nie rozmawiam, bo nie mam z kim . Więc co robię i czy wariuję. Nie miałem pojęcia, że widok z okna jest aż tak ważny dla samopoczucia. O pogodzie wiedziałem. Ale że widok z okna! No tu jest jak w jakimś filmie.
Ja mam co robić, bo nie tylko, że praca, telewizor i picie i gonienie za babami. Telewizora nie używam, bo ogłupia i reklamami robi papkę z mózgu. Jak chcę coś obejrzeć to mam YT i kanały filmowe. Jeśli chodzi o picie to tak. Zrobiłem plan, że napiszę drugą część przewodnika, a w zasadzie nowy przewodnik po Grecji nieznanej. I po miejscach niezwykłych jakie są zazwyczaj omijane przez turystów, bo każdy tylko Ateny, Meteory, Ateny, Meteory. No i jak zacząłem jeździć po tej Grecji i dogłębnie zaglądać praktycznie wszędzie to poczułem się jakbym odkrywał nową cywilizację gdzieś w dżungli amazońskiej. Grecja Bizancjum, Grecja osmańska, czy Grecja zachodnia to w ogóle nieznane literaturze turystycznej tematy. Nie wspominając o Grecji prehistorycznej. No to weźcie się napijcie i na drugi dzień piszcie ze źródeł w obcych językach. No nie da się. Więc skoro założyłem plan to się go trzymałem. Kiedyś tak raz siadłem po imprezie do pisania, i potem dwa dni dochodziłem o co tam w tym tekście chodziło. Nie da się. Umysł musi być czysty i klarowny, bo to są godziny pisania czy tłumaczenia źródeł codziennie. Pić to można na dorożce, bo koń sam trafi do stajni, a tu mi palce same książki nie napiszą. Jeśli chodzi o pracę, to mam jej w cholerę. „Grecja Nieznana” jest napisana. Jutro czy pojutrze, zacznę korektę gramatyczną i merytoryczną. Pisze na tego bloga, pisze do jakichś portali czy magazynów, właśnie zostałem dziennikarzem portalu Polonii greckiej. A właśnie w kwietniowym numerze Travelera National Geographic jest informacja o mojej książce, czyli „Mojej Grecji”. Recenzja skąpa niczym majtki brazylijskiej tancerki, ale ocena dobra. Więc książka znalazła się w elitarnym gronie pozycji wydanych własnym sumptem, a nie przez wydawnictwo, o której wspomina najbardziej znany i prestiżowy magazyn podróżniczy na tej planecie. Wyżej to już chyba jest tylko nobel. No ale to dają za beletrystykę, a nie za przewodniki historyczne. Radośc moja w tym, że Puazaniasz, autor pierwszego przewodnika po Grecji (Wędrówki po Helladzie), napisanego w II wieku naszej ery, pewnie jest tam w hadesie dumny, że ktoś kontynuuje jego dzieło. Agata, która redaguje to, co piszę i która tłumaczy moje pisanie na polski, zwróciła mi uwagę że piszę o przeszłości w czasie przyszłym i teraźniejszym. Tak bo pisząc przenoszę się w czasie. Przeżywam to po prostu osobiście gdy piszę. Co jeszcze tam robię w tej celi mojej klasztornej na urwistej skale? Bo pisać się da tak z 6 – 8 godzin, nie więcej.
Ćwiczę. Da się w domu ćwiczyć. Mam gumy i TRXy więc wszystko zrobię. Mam aparat więc sobie nagrywam tutoriale z nauką śpiewania na swój kanał YT. Mam klawisze więc przypominam sobie grę na pianinie. Mam buzuki więc gram na tym buzuki. I codziennie ćwiczę głos. Wziąłem się za materiał poza moją skalą, czyli Lady Gagę i Adele. Mam okazję więc eksperymentować na sobie z różnymi ćwiczeniami i rozwijać się jako nauczyciel od śpiewu i emisji głosu. Z pannami są sprawy zamrożone bo zaraza. Zresztą w mojej pracy uciechy alkowy są ściśle sezonowe. W sezonie hulanie jak po zdobyciu tureckiego haremu, a w zimie jak mnich na Górze Atos. Taka to praca i taki rytm. Nie mam domu jakiejś baby w chustce co tam siedzi z piątka głodnych dzieci co płaczą, a ja gdzieś hasam. Więc wedle prawa i norm wszelakich obowiązujących w Europie korzystam z życia. Zwłaszcza po tym, co się napatrzyłem pracując w turystyce. Drugiego życia nie dostanę. A teraz napiszę co tu jem, bo to kabaret. Powinienem napisać książkę kucharską dla rozbitków. Więc tak. Mam do dyspozycji czajnik, łyżkę dwa noże i widelec. Jakąś miskę (nocnik, gliniane nakrycie głowy?), co wygląda jak z eksponat z muzeum neolitycznego i dwie plastikowe salaterki. Pani Gessler powinna przyjechać i zrobić tu kuchenne rewolucje.
Zupa chińska.
Znana i lubiana przez studentów. Sama w sobie średnio smaczna, ale można ja uszlachetnić. Pierwszy sposób to dodanie do niej jajka. Jajko najpierw trzeba rozbełtać i potem nim zupę podbić. Sposób Drugi to podbicie zupy serkiem topionym. Trochę inaczej smakuje niż podbita jajkiem. W trzecim tygodniu odosobnienia każda odmiana się liczy. Sposób czwarty to wrzucenie do zupy o smaku pieczonego kurczaka, kurczaka z rożna. Mamy we wsi dwa duże sklepy i w jednym jeszcze maja kurczaki z rożna. To moja ostatnia deska ratunku. Wiec do zupy wrzucam kawałki kurczaka i jest wspaniały rosół z wkładką. Wczoraj zaś się wzniosłem na wyżyny fantazji i perwersji i sporządziłem zupę chińska o smaku wołowiny z dodatkiem fasoli z puszki i mięsa wołowego z puszki. Ciekawe co będzie dalej? Wiem. Wołowinę z konserwy zmieszam z fasolą z konserwy i zorbie fasolkę po bretońsku. Może zacznę robić jarzynowe na bazie tych chińskich, czas pokaże. Robię jeszcze zupę z ciecierzycy. Mój patent! Wiec zupka chińska, a do niej wrzucam favę z konserwy oczywiście. Fava to pasta z ciecierzycy z ziołami i przyprawami. Zupa jest super. Są jakieś niby zupy w proszku knorra, ale smakują jakby składały się z rozpuszczonego tynku. Tragedia ! Ale nie mam kuchni ani nic do podgrzewania. Może kupie butlę , jakieś rondle i będę na balkonie coś smażył? Nie wiem. W pokoju nie chce gotować, żeby syfu nie zrobić. Pieniądze mam zamrożone w Polsce więc tutaj muszę oszczędzać. Może czas na wędkę, albo łowiectwo czy zbieractwo, w końcu tak lubię epoki prehistoryczne. Sideł na zwierzęta leśne nie będę zastawiał bo się psy koty połapią. Ale coś pomyślę o tych kaczkach co czasem pływają. Wiem! zacznę im rzucać kawałki chleba a potem jakoś połapię. Wiec tyle potraw na bazie zupy chińskiej.
Sałatki.
No to oczywiście sałatka grecka, cebula pomidor feta, oliwa. Ogórka mi nie potrzeba.
Sałatka z tuńczyka, czyli ser Amthotiro. Taki biały, puszysty, do tego majonez, kukurydza z konserwy oczywiście, przecież nie z pola, pomidor świeży i tuńczyk … też z puszki. Na jakieś inne pomysłów nie mam. Nie mam szatkownicy, ani nic innego.
Płatki owsiane.
Uwielbiam. Bo zdrowe, smaczne i tanie. Ideał sam w sobie. Do nich mam dżemy. Greckie dżemy są bardzo esencjonalne w smaku. Wiec super wychodzi ta potrawa. Dobra jest przed treningiem daje energię na dłuższy czas.
Kanapki
Jak bida z urządzeniami kuchennymi to wiadomo, że kanapki będą zmobilizowane. Mam swoje ulubione i nienudzące się. A są to kanapki z salami. W Grecji jest dużo salami. Dla mnie smakują tak samo. Wiec chleb z masłem i salami, chleb z fialdelfią, to talki serek do smarowania i salami, albo chleb z kurczakiem pieczonym.
A skąd mam takie smakołyki i łakocie jak brytyjski sztab w okopach I Wojny Światowej? W początkach zarazy dowiedziałem się że wszyscy wszystko w Polsce wykupują, no to pojechałem i zrobiłem zakupów na 3 tygodnie. A w Grecji nie ma cudów z żywnością gotową. W Polsce jest i barszcz i gulasz, i pierogi. Wszystko w zasadzie gotowe można kupić. Tutaj oferta jest skromna. A to jakieś mielonki typu konserwa turystyczna, a to znów rybki, śledzie, szprotki i inne. Ale nie biorę żeby pokój się niezacuchnał. Więc tuńczyk zostaje z darów morza. Makaronu nie mam jak zrobić, ryżu też, więc jem co jem.
Smacznego!

Polecam maszynkę do gotowania ryżu. Taki garnek elektryczny małej mocy (korków nie wywali). Poza ryżem można ugotować makaron, pogrzać parówki i czy jakieś jednogarnkowe danie z gotowca.
OOOOOOOOOOOOOOOO!
Z nieba spadl mi ten post. Sa przeciez, gotowe musaki i pasticcio, jak kupie takie garnki na prąd to zcznę jeść wreszcie jak człowiek