Gdybym nie był przewodnikiem i pilotem wycieczek, to o Agii Theodori bym się zapewne nigdy się nie dowiedział. Badając dzieje Grecji ani razu nie natrafiłem nawet na najmniejsza wzmiankę o miejscowości. Mógłbym miasteczko poznać, gdybym rozmiłował się w ultramaratonach, bo przez nie właśnie biegnie trasa, morderczego spartatlonu, odbywającego się na dystansie 245 kilometrów. Albo gdybym chciał zaoszczędzić na opłatach autostradowych i trasę z Aten do Koryntu lub Lutraki chciał zrobić bocznymi dróżkami.
To z czego region był znany już w starożytności to uprawy cebuli. Stąd też jego dawna nazwa, Krommiona. Okolica najpierw należała do pobliskiej Megary, a później do Koryntu. I tyle. Przyznacie, że chyba na kolana przeszłość nie powala. Zajmując się badaniami historycznymi, najzwyczajniej w świecie, po prostu nigdy nie natrafiłem na informacje o Agii Theodori. Wszelkie wzmianki jakie znajdziemy nawet w źródłach greckich są raptem na parę linijek tekstu i informują o średniowiecznym małym kościele i największym zakładzie przemysłowym w Grecji czyli rafinerii Motor Oil. Gdzieniegdzie pojawia się jeszcze wzmianka o wulkanie Sousaki. Mam wrażenie, że w kraju o najbogatszej historii, znalazłem najmniej historyczną miejscowość.
Pracując w turystyce przez lata przyjeżdżałem z grupami do hotelu oddalonego o 2 kilometry od miasteczka, czyli do Siagas Beach. Hotel jest zapewne znany większości pilotów i przewodników. Duży, z basenem i parkingiem i nas samiuskim morzem. Bardzo sprawnie obsługujący grupy zorganizowane. Ale jeżdżąc tam z grupami, większość z nas miała okazję tylko zajechać wieczorem, zjeść kolacje i iść spać, nie mając czasu na poznawanie okolicy, przed sezonem letnim zazwyczaj opuszczonej. Wybrzeże między Kinetą, a Agii Theodori jest pełne wspaniałych willi i domków letniskowych z własnymi ogrodami. Tyle że w miesiącach w jakich zazwyczaj odbywają się wycieczki objazdowe, pustych.
Pierwsze wrażenie nie zachęca do wyjścia poza hotel. Może tylko do dużego marketu, by kupić wino by napić się z żalu nad nijakością okolicy. Miasteczko prowincjonalne, z paroma budynkami nowoczesnymi, innymi sypiącymi się ze starości i oczywiście jakimiś niedokończonymi, niedotynkowanymi i niedomalowanymi. Czasem piekarnia, czasem tawerna, w sumie nic ciekawego. Miasteczko jakich w pracy pilota widujemy setki na trasie. Ot przy głównej drodze trochę cywilizacji, a w głębi jakieś rozwalające się baraki, maszyny rolnicze, gumowe węże do nawadniania, albo zagrody z kurami, kozami i owcami.
I tu Agii Theodori może bardzo zaskoczyć bo wnikliwsza eksploracja, totalnie zmieni naszą opinie o miasteczku. Krótki spacer wprowadzi nas w w male uliczki ozdobione malowniczymi domkami w iście wyspiarskim stylu. Inna atrakcja są smaczki greckich miasteczek, czyli przedwojenne budynki, nie działająca od lat budka telefoniczna, czy czy wielka ilość roślin przy domach. Grecy uwielbiają zieleń i gdzie tylko mogą tworzą sobie zielone zakątki i wysepki. Gdzie tylko się da wciskają prowizoryczne donice zrobione nieraz z puszek po fecie.
W miasteczku głównym zabytkiem jest średniowieczny kościół świętych Teodorów, od których miejscowość bierze współczesna nazwę. Jako , że właśnie był długi świąteczny weekend do miasteczka przyjechał grecki food truck, a raczej food przyczepa z pieczonymi prosiakami, co się okazało nie lada atrakcją dla mnie i dla mieszkańców. Przyczepa z grillem cieszyła się taka popularnością, że nie zdążyłem się załapać na chociażby plasterek.
Nie docenianą początkowo przeze mnie atrakcją jest nadmorski park sosnowy, z bardzo szeroką plażą. Plaża jest żwirowa i nie płatna. Ci co nie lubią się smażyć na słońcu, znajda cień pod drzewami. Kto lubi kawę, napoje, leżaki i parasole może skorzystać z jednego z kilku barów plażowych na granicy parku i miejscowości. To co zaskakuje nawet w święta, to dostępność miejsca. Plaża jest tak wielka, a zarazem nieznana większości Ateńczyków i turystów, że każdy znajdzie tam miejsce dla siebie. Z uwagi na żwir plaża jest dobra do biegania Wiec kto lubi wstać rano, może sobie trenować w promieniach wschodzącego słońca.
Kolejna atrakcja to promenada. Nie zatłoczona, z plaża piaszczystą, albo molami z których można skakać do wody. Na promenadzie znajdziemy malownicze knajpki w cieniu palm, z których roztacza się niezwykły widok na Peloponez, Salaminę i Eginę. Cała Zatoka Sarońska jak na dłoni. Do tego można siedziec dokładnie nad samym morzem, jak. No własnie, jak w Kokkino Nero.
Wszystko w takiej skali kameralnej i bez tłumów typowych dla okolicznych kurortów. Bez czekania na kelnera, który obierze zamówienie czy przyniesie rachunek. To niedoceniane i lekceważone Agii Theodori okazało się zaskakująco dobre z uwagi na bardzo szeroką plażę, nie zatłoczone tawerny i dostępność miejsc parkingowych.
Dla miłośników przyrody i geologii, niedaleko miasteczka mamy kanion wulkanu Sousaki. Można pod niego podjechać samochodem i kawałek się przejść podziwiając niezwykle kolory skał. Wrażenia są trochę apokaliptyczne gdyż wyraźnie czuć zapach siarki. Nieczynny wulkan należy do łańcucha wulkanów greckich, rozlokowanych przede wszystkim na wyspach, leżących na styku mini płyt tektonicznych. Grecja znajduje się na jednej z 15 wielkich płyt tektonicznych, konkretnie na euroazjatyckiej, w której wyodrębnia się między innymi mini płytę Egejską, której granice wyznaczają w Grecji wyspy wulkaniczne, obszary trzęsień ziemi i właśnie wulkan Sousaki koło Agii Theodori. Bezpieczny spacer kanionem to sprawa jakichś 10 minut. Jednak jako miłośnik przecierania szlaków szedłem nim ponad pół godziny co przypłaciłem obtarciami skóry i kolcami wbitymi w ręce. Odpuściłem sobie więc dalsza eksplorację. Pierwsza część wulkanu to widoki jak z innej planety, z uwagi na niezwykłe kolory skał, a druga, zaskoczy obfitością roślinności w tym oleandrów rosnących w korycie niewielkiego strumienia. Widoki jak z innej epoki geologicznej. Można sobie tam spędzić z pół godziny, a warto tym bardziej, że od Agii Theodori, jest to zaledwie 5 minut drogi. Jak ktoś mieszka, czy przebywa w Atenach to Agii Theodori może być dla niego ciekawą opcja na weekendowy wypoczynek i plażowanie.
A teraz sprawy organizacyjne i nowości z frontu selfpublishingowego. Jak ktoś napisał książkę i mu się zamarzyło wydać to go czeka parę zasadzek typu wydawnictwa co płacą jakąś łaskawą jałmużnę i w takich terminach, że prawnuki kasę prędzej zobaczą niż autor, albo takie sprytne drukarnie, co udają wydawnictwa, każą sfinansować autorowi wydanie książki, a wychodzi dwa razy drożej niż jakby sobie sam poszedł do drukarni. Ale to są zasadzki w miarę znane. Jak ktoś już przeszedł tę dżunglę gdzie wszystko czeka by autora oskalpować i wydoić, ma wrażenie jakby z dżungli wyszedł wreszcie na piękną kwiecistą łąkę gdzie ładnie, spokojnie i bezpiecznie. A tu właśnie nie, bo na tej łące są kolejne zasadzki, tyle że dużo sprytniejsze. Już nie wilki chcą nas pożreć. Teraz jest ekosystem w którym królują jadowite pająki, węże i trujące rośliny. Taki to ten rodzący się polski kapitalizm, na razie na takim etapie trochę bazarowym. Więc dominują postaci typu Chytry – Henio i Cwany – Czesiek. To takie postaci jak jak znany z memów Mirek Handlarz Samochodami, autor hasła „Niemiec płakał jak sprzedawał”. Każdy się widać chce szybko dorobić, a najlepiej kogoś naciągając. Jak ktoś nowy to wiadomo, że go oskubią. Głupie to bo przecież z czasem każdy poznaje ceny rynkowe, więc zmieni cwaną drukarnię na inną. No ale handlarz z bazaru nie myśli perspektywicznie i dlatego jest handlarzem z bazaru. Do tego dochodzą różni oferenci bajerów i dzindzipołów. Czyli marekting online, jakieś usługi logistyczne, doradcze, platformy płatnicze itp. No i jak to przejrzałem do kupy wychodzi, że książka by musiała być droższa o jakieś 20 zł. Jak to skomentowałem, opadli mnie jacyś ludzie w amoku, łącznie z właścicielem pewnej firmy logistycznej, że jestem nieprofesjonalny, nienowoczesny, że tak teraz się nie pracuje. Robiłem właśnie przelew. Na messengera dostałem konto. Skopiowałem i wkleiłem w aplikacji mojego banku. I to było szybsze niż przez aplikację do płacenia online! Nie przychodziły, żadne maile z kodami, jakieś potwierdzenia, zatwierdzenia itp. Przecież to nie jest tak, że jak ktoś płaci przelewem, to musi iść na pocztę, postać w kolejce, gdzie może podziwiać publikacje typu „Mieszanki ziołowe siostry Anstazji” czy „Modne wzory skarpet robionych na drutach”. Potem pobrać druk, wypełnić i z sakiewki wysupłać miedziaki i dać je do okienka, gdzie pani ręcznie wypisze pokwitowanie… Jakbym sprzedawał „Moją Grecję” tymi nowymi systemami, wcale by nie było szybciej, a na pewno cena by skoczyła z 35 pod 60 !!! A bezczelność tych naciągaczy na nowoczesność jest taka, ze zaczęli do mnie pisać, podszywając się pod czytelników, że kupiliby książkę, jakby była nowoczesna platforma płatności online! Przelew online się robi w minutę !!! Mail z danymi czy krótka wymiana zdań na messengerze z księgarnią to też kwestia minuty czy dwóch.
– Dzień dobry, chciałem książkę Moja Grecja
– Dzień dobry, proszę podać imię nazwisko i adres, tu ma pani konto.
– A ja się boję?
– A czego?
– No że jak podam namiary to mnie napadniecie pod domem.
– Nie napadniemy bo za daleko
– Aha, to już podaję.
I tyle. Jak coś kupuję na Allegro to wcale nie jest szybciej. Wybiorę coś dodam do koszyka, potem muszę sprawdzić mail, przepisać kod, Potem znów zalogować się na stronę banku i mam tam wprawdzie z automatu już wypełnione pole z kontem, kwotą i adresem, na ale wcześniej musiałem się logować na mail i coś tam przepisywać. Komputeryzacja jest super dla platform co ją oferują , ale niekoniecznie dla kupującego i sprzedającego. W Grecji w wielu kioskach nie można płacić kartą, bo bank zabiera dokładnie tyle ile wynosi marża kiosku na papierosach. Znam tez stacje benzynowe w Polsce, co nie przyjmują kartą, bo muszą się potem użerać miesiącami z bankiem aż ten im kasę przeleje. Załóżmy, że sprzedam 30 książek miesięcznie przez net, to od 100 do 300 zł jest abonament za platformę do płacenia online miesięcznie, 70 zł za magazynowanie książek w centrum logistycznym też miesięcznie i jeszcze koszty wysyłki kilkanaście złotych od egzemplarza.
Na tej stronie jest też taki dział „Moje artykuły o Grecji”, teraz jest historia Grecji w odcinkach, jeszcze jeden czy dwa i zbiorę to do kupy i dam jako post tu i plik do ściągnięcia za darmo, to każdy będzie mógł sobie to mieć ściągać wklejać czy publikować.
